O kurczę, co to się stało! Kolejna nowa notka na blogaska, omg!
![]() |
| Szukaj a będzie ci dane Jiji |
Tak na serio:myślę czy by nie stworzyć osobnego blogaska na którym bedę full rejdżować z dala od oczu wszystkich, bo twitter przestał być takim miejscem i ten blogasek również, bo nie mam pojęcia kto na niego zagląda, ale nad tym pomyślę.
Nie spałam dużo, przejrzałam ostatni wpis i trochę ze mnie uleciało i coś tam wspominałam ale nie zrobiłam wpisu, więc dzisiaj to uczynię.
Fakt faktem wspominałam o tym w jednym z wpisów o Zenku (ostatnim), ale chciałabym by i ta seria miała swój kącik i tutaj, bo jestem już z rok w fandomie. Jak to zleciało!
Przypadkowo natknęłam się na fandom Touken Ranbu. Naprawdę przypadkowo. Im not even kidding rn. Po prostu, któregoś razu założyłam sobie pinteresta do zbierania motywacji, pomysłów, ładności i postanowiłam na pintereście poszukać jakichś ładnych chłopków, co by to odpowiadali pod Zena. No właśnie. Znalazł sie jeden prawie idealny: elegant af, ta sama fryzura, kolorystyka, oprócz koloru oczu i przepaska. Miał nawet katanę! Pamiętam do tej pory jak znalazłam fanart i z full hypem wpadłam na nasz ziemniaczany discord normalnie krzycząc w capsach do przyjaciół:" OMG ZNALAZŁAM POSTAĆ CO WYGLĄDA PRAWIE TAK SAMO JAK ZENEK I JEST Z JAKIEJŚ SERII OMG HELP UMIERAM". Coś takiego. I pospamowałam chwilę, zapisałam i zapomniałam. Lmao. Potem po jakimś czasie na pintereście zaczęło mi wyskakiwać multum cosplayu, fanartów i wuj wie czego z tej nieznanej serii przy akompaniamencie tego dziada. Wyguglałam (przez pierwsze dwa tygodnie nie powiedziałam wypowiedzieć ani napisać Shokudaikiri Mitsutada, but now...) i patrzę, że to to ma anime, ma jakieś mangii i antologie i... ma grę. Online. Na telefonu tudzież na przeglądarce. Wtedy stwierdziłam: ok. Dam szansę Touken Ranbu.
![]() |
| Host club jak w mordę strzelił |
Szczerze? Czytałam, że to personifikacje mieczy (cough, skojarzenie do hetalii od razu), nawiązujące bardzo do historii japonii jak i do jej obyczajów. Anime miało być luźne i w ogóle... komedia. Niby. Tak wiec znając jakiegoś... Mitsukogoś tam zaczęłam oglądać. I przyznam się, że to było pierwsze anime, które obejrzałam od lat. Czego się spodziewałam? Nie wiem. Trochę się zdziwiłam, że omg, będą walki! Co zabawniejsze było, że myślałam, że seiyuu Hasebe to Namikawa. Well... Namikawa ma swój udział w serii, więc... no, ale. Anime po prostu biło mnie po twarzy ilością postaci przewijającą się w każdym odcinku i ni cholery nie mogłam ich spamiętać. Do tej pory nie pamiętam imion niektórych postaci, ale pracuję nad tym. W połowie serii miałam prawdziwą sieczkę z mózgu, mówiłam na tym na disco i na moim twitterze, bo ilość wszystkich różnorodnych postaci paliła mi umysł, ale szczerze mówiąc enjoyowałam serię, chociaż zaczęłam nie lubić Yasusady, który snuł się przez całą pierwszą serię jak... Mary Sue jęcząc nad swoim żywotem i co to nie on. Teraz jak oglądam anime albo go widzę, to jęczę pod nosem. Ogółem to myślałam, że hetalia miała bizonowy harem, ale się myliłam. Oglądając kolejną serię podtykano mi pod nos więcej skrawków historii, więcej walk, więcej poważniejszych tematów oraz tych... komicznych z samymi chłopami w roli głównej.
![]() |
| Ugu nie daje faka i sobie popija zieloną herbatkę, no ba |
![]() |
| best boi ;-; |
Pierwszy sezon: w miarę ok, ale gdzie jest dziad, który mnie w to wciągnął, chcę więcej! No i jest drugi sezon, który indżojuje jeszcze bardziej ze względu na pokłady debilnej komedii, chłopów i... mniej Yasusady. Doczekuję się nawet więcej Mitsutady, gdzie po prostu latam po ścianach. I kwikam ze śmiechu. Co jak co udała im się seria i po obejrzeniu, nie żałowałam,no ale... chciałam więcej. Nie żartuję. Przed jeszcze zdecydowaniem się oglądania serii dostaję w twarz kolejną serią z Toukena, też anime, ale skupiające się na małej grupce mieczy i bardziej na historii, fabule, walce i dramy, jednak postanawiam obejrzeć komedię first. Także siedząc i jęcząc o więcej biorę się za Katsugeki. HOOO BOOOI.
Bez bicia się przyznam, że widziałam serię tylko raz. TYLKO RAZ. Ale mam zamiar ją obejrzeć raz jeszcze. Z początku myślałam, że to będzie coś podobnego do dwóch sezonów Tkrb ale jak się myliłam. Dostałam to co chciałam: w uj walki, dobrą fabułę, jeszcze więcej historii oraz angstu no i ta animacja. TA ANIMACJA.
Co prawda stężenie absurdu jak już mówiłam jest mniejsze tak jak lista postaci, która występuje jednak jest. Można poznać niektóre postaci z drugiej strony i poznać ich motywy działań i dlaczego takie są a nie inne. Mogłam odpocząć trochę od niektórych chłopów, którzy wyskakiwali z lodówki w Zoku/Hanamaru. Katsugeki uświadomiło mi jak bardzo chcę widzieć takie anime jak to i pokazując czym naprawdę jest seria. Przyznam bez bicia: pokochałam Mutsunokamiego przez nią. Najlepszy chłopiec i starter.
Potem nastała chwila odpoczynku i kontempletacji nad moim fandomowym żywotem związanym z ta serią: czy chcę dalej się w to wciągać i w jakim stopniu. Potem naszło pytanie jak długo w tym będę tkwiła. Zdecydowałam się zagrać w grę. Po japońsku. Full. Na początku się zastanawiałam jak ja będę w to grała nie znając języka, teraz gdy tylko Emila przychodzi i włączam na chwilę dziwi się jak daję sobie radę w to grać. Zawsze mnie to bawi.
Na początku gdy człowiek przedrze się przez zakładanie konta, vpny i inne gówna dostajemy w końcu opcję nadania sobie ksywki, wyboru servera i... wybrania swojego starter pokemona. Nie żartuję. Spośród pięciu mieczyków trzeba wybrać jeden, który będzie ci towarzyszył przez pierwsze dni/tygodnie, chyba że go zabijesz albo zamienisz na kogoś innego/lepszego/more cool. Do wyboru jest Mutsunokami, Kyomitsu, Hachisuka, Kasen oraz Yamanbagiri.
![]() |
| woooff! |
Miałam trudny wybór między Kyomitsu, Yamanem a Mutsu, ale skończyło na najukochańszym psim mieczyku. Jeśli chodzi o resztę to można ich dostać w miarę łatwo/szybko. Później lecą jak.. jak... no, bardzo często. Głównym celem w grze jest uzbieranie swojej wymarzone grupy bizonów, levelowanie ich, wysyłanie na front i... grind. Przy czym odkrywa się nowe mapy i odblokowuje dodatkowe dialogi między poszczególnymi mieczami jeśli się je posiada, szukając nowych i levelując swoich dziadów by stali się silniejsi. Można levelować ich do 99 jednakże jest opcja, która pozwala na zsyłkę jednego na cztery dni, gdy ten osiągnie odpowiedni level i sobie idzie w świat, szukając powodów swej egzystencji, próbując znaleźć odpowiedzi na zadane sobie pytania, pogodzić się z własną przeszłością i stać się silniejszym, przy czym wracając z mniejszym level, ale bardziej op i ewoluują zyskując nową formę. No, mówię jak pokemon! A potem levelujesz ich od nowa. W sumie taki pakt z diabłem, lmao. Są różne eventy gdzie grinduje się jeszcze bardziej by dostać pokemona do swojej kolekcji jeśli go nie masz/zlevelować jego ranbu level albo dostać itemki różnego rodzaju czy też tła. Fajna gierka, ale ile ona zjada nerwów, chociaż teraz przyznam, że źle się czuję zostawiając ich samopas na parę dni nie zaglądając bo nie mam ochoty i tęsknię. Ot, zżyłam się z serią. A to tylko i wyłącznie przez Michana.
![]() |
| źródło całego zamieszania... |
Zabawniejszy jest fakt, że tak się wciągnęłam, że Zei widząc mój hajp rok temu zasugerowała mi, że kupi i sprowadzi Michana w postaci Nendo. Do tej pory stoi dumnie na biurku przede mną, a ja się zastanawiam nad kupnem Hasebe tudzież Mutsu. Kiedyś to uczynię. Przy okazji wciągnęłam w serię swoją przyjaciółkę, która uwielbia Mikazukiego. Obejrzała ze mną ostatni live stage jaki mam, a który jest najbardziej porypany i boli, a teraz jesteśmy na 10 odcinku pierwszego sezonu i czekam aż się zobaczymy by dokończyć oglądać. Ot kolejna seria, tuż obok fajnala i suikodena, która zagościła na stałe, chcąc nie chcąc. :"D








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz