6 września 2018

Nie będę ukrywała: dużo się dzieje w życiu i nie mam za wiele siły na nic. Wiele razy myślałam, by coś tutaj napisać, ale brak chęci i motywacji. Poza tym po pół roku dowiedziałam się, że onet ukatrupił bloga. I ni cholery nie ma już opcji by zdobyć archiwum. Przez tydzień się biłam z tymi myślami bo moje pierwsze blogi poszły na dno. Dziennik, tomato i najważniejszy ten o fajnalu. Do tej pory smutno mi, no, ale nic z tym nie zrobię (to samo było z interią, czułam się tam tak świetnie, że mogłam pisać nawet po parę razy na dzień, stamtąd archiwum już mam). No nic. 
Nie pamiętam czy w poprzednim wpisie o tym pisałam, ale ościki z fajnala 15 doszły w dobrym stanie. Leżą na tomikach mang i nie potrafię się po dzień dzisiejszy na nie napatrzeć. Te płyty... cudo. Jeszcze pamiętam jak trzymałam je w ręce i przez pół Słupska zapierdzielałam z nimi i z Emilą (co prawda w autobusie) i nie mogłam przestać się na nie napatrzeć. Drugiego wydania nie mam, bo pewnie trochę kosztują, a nie mam ochoty ich sprowadzać zza granicy czy z Japonii czy ki wuj wie skąd, także może kiedyś. 
Ale już wracając do notki to tak, chciałam ponarzekać o fajnalu 15 

Idealny gif na idealnym miejscu

Also zabawny fakt ileś tam: mam drugiego prosiaka morskiego - po śmierci Piggy stwierdziłam, że Rufus potrzebuje męskiego towarzystwa, niestety nie potrafią się ze sobą dogadać. Mały jest podobny do niego, ale też chyba po przejściach (akurat wzięłam go ze sklepu zoologicznego, gdzie po miesiącu TOZ się pojawił by zabrać parę biednych zwierzaków, a w tym rozpoznałam prosiaczkę, którą mi pokazywano... mam nadzieję, że wszystko z nimi w porządku) i jest nieufny i trochę dziki oraz uwielbia dużo narzekać tudzież gadać. Teraz leży w klatce, przytulony do siana (dałby się zabić za nie, idk why). Nazywa się Ignis, chociaż przyjęło się Iggy. xD Swojski chłop! 
Wracając jednak do gry:
Jestem na totalnym end game. Mam około 300 godzin, 78% trophy, level cap na całej czwórce... eeh
kto nie kocha chocobo, no kto
dużo by zliczać. Pisałam o tym, że mam season pass, ale jakieś pół roku temu wyszło Royal Edition (jesu, reszta moich pieniędzy ._.), która zawierała cały dotychczasowy content, który się ukazał, także: podstawowa gra, dlcki, comrades i nowy content za około 180 złotych? Jak to zobaczyłam, to kwiknęłam. Bo wydałam 350 złotych: 250 za grę, 100 za dlcki. Dodatkowe 140 za osty, NO ALE. Chciałam też kupić edycję na pc, jednakże okazało się, że komputer jest nieco za słaby. Przeżyję i jak będzie lepszy to kiedyś tam kupię, co mi tam. Jednak wracając: Royal pack był osobno dla tych co mieli już podstawkę i dlcki, także zapłaciłam 75 złotych. Za co? Hm... rozszerzenie ostatniego chaptera (nowe questy, nowe cutscenki yada yada, Cerberus i Omega i nowy dung), za królewską łódź (yay, tutaj miałam niezłego wnerwa tydzień temu, gdyż chciałam złowić nowe ryby, skończyło się na ragequit'cie na tydzień, bo ciągle te same), nowe photo op na morzu i questy, ulepszony armiger ( czy ja wiem czy ulepszony. Podoba mi się i jest efekciarski jak nie wiem, no ale) i to chyba tyle? A, wróć... datalog i kolejna Regalia. O. I chyba dodatek do comradesów? Albo to było w zwykłym patchu, już sama nie jestem pewna. W każdym razie, za wiele tego contentu nie było. No dobra, może trochę kłamię, bo sama Insomnia trochę jednak zajmuje czasu, a zawiera go drugie tyle jeśli chce się przejść Omegę, ale o tym za niedługo. Szczerze to zirytowało mnie, gdy się okazało, że trzeba wejść przez chapter select, by móc grać w "nowej" Insomnii. Czemu? Miałam zrobione wszystkie sidequesty, latającą Regalię, zrobiony Pitios (jesuuuu), hunty nabite prawie na maxa, no wszystko. Wlazłam, porobiłam parę rzeczy w Insomnii i stwierdziłam, że wrócę do przeszłości. Wróciłam do... tego co wita gracza na początku: W UJ SIDEQUESTÓW DO ZROBIENIA NA NOWO. Ja to nie wiem, powinnam chyba skoczyć z okna... Planowałam przejść grę po raz drugi, ale z japońskimi głosami, ale po tym, nie wiem jak długo zejdzie mi by od nowa biegać. Na szczęście achievmenty zostały, są nienaruszone i jest ok. To nie byłby problem zdobywać je na nowo (serio, ze mnie to jakiś chyba inner ffxv masochista czy ki czort), ale potrzebowałabym małej przerwy bo bym wyczuwała rage. Także, biegam po Duscae nie Duscae, robiąc sidequesty na nowo, biegając albo z buta albo na chocobo, tudzież jeżdżąc w jasno niebieskiej zwykłej Regalii z Carbunclową tapetą. X"D Gdy tylko ją zobaczyłam niedawno, że nie mam jej i chciałam zobaczyć jak wygląda to stwierdziłam, że adorable i kjutne. Chociaż bawi mnie fakt, że czterech dorosłych chłopów jeździ w lusksusowym aucie obklejonym carbunclami, no, ale szczegóły. Co jak co, chciałam pewnego rodzaju wyzwanie ( bo fajnal 15 jest dla mnie za łatwy, nie będę tego ukrywać, a o Pitiossie nie chcę pamiętać), mając 20 level szłam bić Kujaty, które miały 50? Pełne yolo i zabawa. Z takim podejściem poszłam na Adamantoise'a (miałam 10 leveli mniej od niego) i zajęło mi to jakąś godzinę, może półtora. Nie było to trudne, ani nic, tylko miał dużo hp. Z Omegą skończyło się nieco... inaczej. Podobne podejście, 11
Duże to to było
leveli mniej, co tam boys, lecimy! Na moim pierwszym podejściu spędziłam dwie godziny, albo i więcej nie znając żadnej strategii, potiony leciały jak szalone, elixiry też. To był koszmar. Zjadłam mu trochę więcej niż 50% i kurde warpnęłam nie tam gdzie trzeba, wychodząc z walki i wracając do 75%... albo i mniej. Myślałam, że się zadźgam, po czym stwierdziłam, że to nie ma sensu, wracamy, dobijamy 118 level, bierzemy lightning materię ile się da z break dmg, z uszkodzeniem mnie i chłopów bo większy dmg, z hilowaniem i czymś tam, a Ignis zapodaje materię z elementem który działa na Omegę co jakiś czas i lecimy (also "Prompto, selfie, nao!). Niestety Prompto nie zrobił ładnego selfika z nim i Omegą. Do tej pory ubolewam. Wracając: siedziałam dwie godziny nad tym i siedziałabym może mniej gdyby nie to, że spierdzieliłam jeden chain. Za szybko wcisnęłam kółko i na 3 ataku się skończyło, więc moje 9999k poszło się kochać. Oh well, człowiek nie może mieć wszystkiego czego chce. Jeszcze podczas mojej pierwszej próby zrobiłam niezłego faila, bo zamiast atakować środek, to atakowałam antenę i po jej złamaniu Omega szalała, nie można było jej nic zrobić, a party umierało, bo stało w okolicach jej śmiercionośnej bariery. Właśnie: śmierci. Jeszcze za pierwszym razem jak wbiegłam, patrzę: "co to za atak". Minęło
Selfie time!
parę sekund, a Gladio, Prompto i Iggy leżeli bez życia. To było... zabawne. Chwała za Mega Phoenix'y. Pamiętam to zdziwienie jak nie dostałam expa, tylko break dmg limit dla Noctisa, ale za to hp idzie w dół jak nie wiem. Czułam się spełniona na chwilę, po to by wrócić do: "ale co ja mam teraz robić". Pozostał mi jeszcze Cerberus i dungeon z 3 King of Yore (aka knight of the round), ale to jeszcze poczeka, bo Glaive biorący udział w tym queście jest postacią, którą się stworzyło w Comrades. Na razie mój Zenon wygląda jak emo kid. Okulary ma, ale fryzura jest... no, nie bardzo do niego pasuje. Na jednym z pierwszych zdjęć wygląda jak tru emo kid. Dzisiaj jeszcze musiałam go trochę powiększyć i zmniejszyć klatę bo wyglądał... grubo. Ja nie wiem, nie rozumiem. Chciałam mieć trochę
beefciastego Zenka, ale fajnal chyba nie chce bym szła tą drogą. Dissapointed. Chapter 14 wciąż czeka i jeszcze chwilę mi się to zejdzie nim go ukończę. Prawdopodobnie.
Co do dlcków to chyba zrobię jeszcze osobny wpis, może jeszcze dzisiaj, nie wiem, zobaczę. Wspominałam też o drugim podejściu, tylko że z japońskimi va i zaczęłam. Co prawda godzina? Ale jest. Bo potem rzuciłam main game na rzecz dlc Ignisa. Słyszałam wiele opinii, że japoński ep Ignis jest mocny jeśli chodzi o robotę seiyuu. He he. Sama się cieszyłam jak debil na widok Ravusa, bo kto by się nie cieszył słysząc Nakamurę. A ja jestem takim trashem, że czasami oglądam albo słucham dramę z suikodena 1/2 i do tej pory nie jestem w stanie zapomnieć o tym jak świetnie Flik brzmiał w jego wykonaniu. Co zaś tyczy się Ardyna... pod sam koniec dlc się pojawia i zaczyna przemawiać. A ja pauzuję grę w jednym z najbardziej dramatycznych momentów w grze bo się duszę ze śmiechu. Zawsze zapominam jego imię i nazwisko, ale Keiji Fujiwara zostanie dla mnie do końca życia Reno. I nie mogę tego od usłyszeć. Also: Maes Hughes z fma. Musze mówić więcej? Fakt faktem, pasuje do Ardyna, ale jak zaczął przemawiać to po prostu przypomniał mi się Reno... jestem okropna.
I want to ride my chocobo all daaaay~
W sumie znowu zaczęłam przeglądać swojego tumblra, bo piętnastka i znowu mam te same feelsy jak trzy lata temu i "omg duscae jest takie przepiękne"! Szczerze? Dalej uważam to samo i czasami lubię pobiegać w okolicy albo dreptać na chocobosach. Also: widząc te wszystkie memy, cieszę się i śmieję sama do siebie. Bo nie będę ukrywać: niektóre są debilne, inne zabawne i przez ten czas, gdzie byłam głęboko w ovw (wciąż gram i śledzę newsy, oglądam ligę i śledzę niektórych pro plejerów czy też komentatorów lub analizującą ekipę - dostałam dwa suby w prezencie...w ciągu jednego dnia), to trochę brakowało mi fajnala. Teraz w ciągu tego cholernie złego okresu, który trwa nie wiem już ile wracam do grania, do pisania i nawet rysowania. Feels good and i wont lie. Niestety jedyne co mogę to albo narzekać na twitterze albo... nie wiem. Trochę pospamić na gildiowym discordzie. Khę... gildiowym. Aura się rypnęła, towarzystwo zamieniło w grupę wzajemnej adoracji (nie będę wytykała kto) i już nie miałam czego tam szukać. No, ale screw it. Bo ja nie o tym. Po tych wszystkich modach na pc i skrinach chciałabym mieć piętnastkę na komputer, ale nie mogę bo nie mam pieniędzy (w sumie czekają na season pass i chyba na suba na 14) i tak jak mówiłam: złom by nie uciągnął gry. Jakieś kosmiczne wymagania mają co do niej... i pomyśleć, że czekałam na wersję pctową... Właśnie zobaczyłam kolejną animację gdzie Noct nie potrafi w życie (tzn faceslam on grass) i przypomniałam sobie, że Prompto był taki miły i uraczył mnie kolejnym Noctem leżącym twarzą w dół w trawie. Żyję dla takich skrinów. Dziękuję Prom. Co prawda mam jakiś gdzie są trochę przypaleni, albo leżą na ziemi... mój Prompto czasami wie jak dobrze odwalić robotę. A czasami nie i serwuje mi fotki... tyłków. But oh well... nie będę go kwestionować. I tym akcentem zakończę moje gderanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz